Start Świątynie Kościół parafialny pw. NMP Wniebowziętej i św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty

Kościół parafialny pw. NMP Wniebowziętej i św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty

We Lwówku istnieje ogromnie ciekawy przykład gotyckiej świątyni. Osada prawa miejskie zdobyła już w początkach XV wieku, choć gdyby pokopać w okolicy, a trochę dotąd podkopano, to można znaleźć ślady po osadnikach sprzed 200 lat przed nasza erą.

Każdy, kto zawita do Lwówka, koniecznie musi tutaj wejść. Bez tego gotyckiego kościoła – pierwsze prace budowalne ruszyły w połowie XV wieku -   nie byłoby wspomnianego lwa (zresztą w symbolice chrześcijańskiej lew często odczytywany jest jako odzwierciedlenie Boskiej Mocy), osady, a potem miasteczka. Pełna nazwa świątyni brzmi: Kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej oraz św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Stoi od rynku z jakieś 150 metrów. Jednym bokiem otwiera się na miasto. Jakby dopełnia jeden z narożników rynkowych. Drugim bokiem tworzy ścianę przed „naturą”. Kiedy przejdzie się przez proboszczowy ogród i niewielką „zaporę” złożoną z kilkunastu drzew, rosnących w niewielkim parku, wychodzi się na pola. i można tak iść, hen, po horyzont, gdzieś bardzo daleko. Jest w tym położeniu coś bardzo symbolicznego – miasteczko jakby opiera się na kościele. Na gotyckiej swojej dumie.

Wnętrze kościoła

Niepowtarzalną atmosferę czuje się zaraz po przekroczeniu progu świątyni. Przybysz zatapia się w innym świecie. Pełnym dostojności i surowości, a zarazem ferii kolorów - wytwarzanych dzięki sporych rozmiarom witrażom i malunkom zdobiącym poszczególne ściany i filary. Trochę przypomina swoim wystrojem miejsca, na które można się natknąć w południowej Hiszpanii, gdzie wzorzystość  arabska miesza się z chrześcijańską symboliką.

Gotycka świątynia Lwówka dzieliła surowe losy dziejowe z miasteczkiem i okolicami. Nie ominęły ją nieszczęścia i fatalistyczne historie, podniszczenia czy pożary. Podwaliny jednakże nigdy nie zostały starte z powierzchni. To przykład niezwykłego trwania. Wiadomo: wnętrze i wyposażenie przez wieki ulegały zmianom, ale duch pierwszych budowniczych trwał tu zawsze. Wszelkiej maści znawcy sztuki rzucą się i wskażą  – tu przebudowano, tu dostawiono, a tu naprawiano, czy inaczej wyposażono. Nie zmienia to faktu, iż kościół jest z posad, z fundamentów i ze swej konstrukcji czteronawowej - gotycki. Kolejne zmiany to już następstwa losowe, bądź inne dramatyczne zdarzenia, które nie omijały tych ziem. Te same rany, które odnosiła świątynia, odnosiło miasteczko. Kiedy kościół się dźwigał i piękniał, podniosło się i nabierało wyrazu miasteczko.

Dlatego tak ważna jest tradycja: regularnie przed kościołem „dla upamiętnienia” odbywają się, przygotowywane przez miejscowych „zapaleńców”, barwne inscenizacje religijne – od jasełek, po orszak Trzech Króli. 

Z tyłu, przytulona do niewielkiego parku stoi kaplica grobowa rodziny Tyszkiewiczów, dawnych właścicieli tutejszych dóbr. Obecnie poświęcona św. Józefowi – w swej formie stanowi jakby miniaturową replikę bazyliki wczesnochrześcijańskiej.              

We wnętrzach lwóweckiego kościoła odgłosy z przeszłości są przez cały  czas obecne. Najlepiej wyczuwalne w kompletnej ciszy. W brzmieniu ciszy błąkającej się między filarami i odbijającej się od krzyżowego sklepienia w centralnej nawie. W pobocznych kruchtach i kaplicach efekt wzmagają sklepienia gwiaździste. Ten kościół świetnie brzmi w ciszy. Najlepiej  go odwiedzać w niewielkim gronie i wyłapać te wyjątkowe momenty. Ta cisza jest „wymowna” – jak precyzyjnie skonstruowane kazanie.  

Dwaj artyści są dla tej świątyni obecnie najważniejsi. Pierwszy z nich to malarz Władysław Simon. Postać trochę tajemnicza, o której niewiele wspomnień się zachowało, z niemieckimi korzeniami, ale familia dość szybko się spolszczyła i pracowała „dla ojczystej skarbnicy”. W rodzinie byli malarze, muzycy, księgarze i inni artyści. Władysław Simon jest autorem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (ok. 1860 r.)  – obrazu znajdującego się w centralnym punkcie ołtarza. Pełnego nostalgii, ciepła i wzniosłości. Emanującego spokojem, a zarazem oddającego doniosłość wydarzenia. Pełna zaduma i przekonanie o „dokonaniu się”. Religijne dzieła Simona, określanego nierzadko mianem  „nazarenisty”, bowiem „studiowanie” postaci Chrystusa pozostawało w centrum jego malarskich poszukiwań, można odnaleźć w innych kościołach wielkopolskich i pomorskich. Głównemu obrazowi towarzyszą figury św. Jana Ewangelisty i św. Jana Chrzciciela.  

Drugim artystą, po którym pozostały w kościele we Lwówku znaczące ślady, jest Henryk Nostitz – Jackowski. Jego autorstwa są właśnie wszelkie polichromie zdobiące kolumny i ściany (z końca lat 20. XX w.). Był znanym i płodnym  twórcą, zapraszanym do zdobienia wielu wielkopolskich ośrodków kultu. W Poznaniu stworzył własną, prężnie działającą pracownię, znaną pod nazwą „Polichromia”. Słynął też z tworzenia oryginalnych witraży, będącymi w istocie barwnymi opowieściami - w swoim dorobku miał ich ponad 200.

Wśród sześciu ołtarzy pobocznych architektonicznie wyróżnia się i imponuje nastrojem ten z lewej od prezbiterium, w którym widnieje obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem (dzieło nieznanego autorstwa, datowane na końcówkę XVII wieku).  

Całe wnętrze wydaje się być wypełnione znaczeniami, symbolami i zagadkami, wymagającymi uruchomienia wyobraźni. Niezwykła jest chrzcielnica – przypominjąca jakby wielką przymkniętą muszlę, trzymaną przez postać Jana Chrzciciela.

Na bocznej ścianie, z lewej strony od wejścia, nietypowe rozwiązanie: po wąskich schodkach wchodzi się - w postawie pochylonej w wypadku osób wyższych - do niewielkiej kapliczki, będącej hołdem złożonym duchownym, który sprawowali posługę w tejże świątyni.                

Ciekawie prezentuje się zdobna ambona. Samo wchodzenie na nią w ferii charakterystycznych skrzypnięć drewnianych schodów już nadaje aurę brzmieniową całości.

Do tego mnóstwo fragmentów, w które wpisana jest zagadkowość np. niewielkie drzwi, usadowione wysoko w bocznej ścianie (prawej od wejścia), bez  prowadzących do nich schodów, czy nawet odcinka balustrady, która mogłaby sugerować istnienie niegdyś bocznego krużganku, balkonu, czy wąskiego przejścia wzdłuż murów. A być może takowe swego czasu funkcjonowało!      

Organy w lwóweckim kościele liczą sobie ponad 150 lat. Instrument posiada 25 głosów, 2 manuały oraz klawiaturę nożną. Ponad rok temu zostały odnowione. Na ponowną inaugurację świetnie zabrzmiał na nich „Polonez Ogińskiego”.

I tak doszliśmy do muzyki! Muzyki klasycznej! Klasycznej, jak dobrze zachowane stare wnętrza! Są utwory, które szczególnie wybrzmiewają w sakralnych przestrzeniach. Zresztą często z myślą o nich zostały skomponowane, by współtworzyć nieziemskie tonacje. Wyjątkowego smaku nabierają  bowiem dzięki odbite od stylowego sufitu,  oplatające solidne kolumny,  wpełzające w kruchty i poboczne kaplice. Surowa kamienna uroda gotyku stawia go w czołówce pierwszorzędnych miejsc koncertowych. W ramach festiwalu muzycznego „Na gotyckim szlaku w Polsce Zachodniej” w kościele we Lwówku wystąpił z zespół Consotrium Sedinum. 

© 2020 Na Gotyckim Szlaku w Polsce zachodniej

Realizacja NiceIT